Po przetestowaniu dwóch przepisów z rozdziału kanapki z książki Jamiego Olivera, wybrałam kolejny. Znowu licząc na 10 pkt. Tym razem było jednak mniej zachwycająco, ale równie smacznie.
Guacamole:
- 2 lub 3 dojrzałe awokado
- 2 lub 3 dojrzałe pomidory bez pestek
- kilka wypestkowanych czerwonych papryczek chili
- garść obranej i posiekanej dymki
- garść świeżej kolendry
Wszystkie składniki wrzucić do robota kuchennego i wymieszać na jednolitą masę. Można dodać jeszcze kilka pokrojonych pomidorów, szczyptę soli i dodatkowo połowę awokado w małych kawałkach, aby uzyskać grubszą strukturę. Całość przełożyć do miski, doprawić solą morską, świeżo zmielonych pieprzem i odrobiną soku z cytryny lub limonki.
Składniki na naleśniki z nadzieniem:
- tortille
- kilka garści tartego sera cheddar i/lub czerwonego sera leicester
- trochę pokrojonej na cienkie plasterki dymki
- kilka garści pokrojonej świeżej kolendry i czerwonej papryki
- kilka czerwonych i zielonych chili
Wszystkie składniki wymieszaj w misce i włóż pół garści pomiędzy dwie warstwy tortilli. Niektórzy lubią obsmażyć je na oleju, ale to sprawi, że będą tłuste i niezbyt zdrowe. Można je też piec na ruszcie lub położyć na średnio nagrzaną patelnię teflonową i po półtorej minuty pieczenia na każdej stronie quesadilla są chrupiące na zewnątrz i wilgotne w środku. Podawaj pokrojone na ćwiartki z guacamole, kwaśną śmietaną i piwem.
Zdecydowałam się na najprostszą wersję naleśników. Bez kwaśnej śmietany i bez piwa. Wybrałam również podgrzewanie na suchej teflonowej patelni. Naleśniki dość szybko się pieką i brązowieją, dlatego nie można ich zostawić na dłużej na patelni, bo się przypalają.
Zdecydowanie lepiej smakują ciepłe niż ostygnięte. Najbardziej podoba mi się w nich chrupki wierzch i wilgotny, lekko rozpływający się środek.
Te naleśniki to niezła propozycja na śniadanie. Już czuję, że będę je co jakiś czas przygotowywać. Naleśniki otrzymują 8 pkt.
Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".
Tym razem nie uczestniczyłam w ocenianiu. Kiedy chciałam spróbować kiełbaskę, okazało się, że już ich nie było...- 1 kg (75) kiełbasek koktajlowych
- 2 łyżki oleju sezamowego
- 125 ml miodu płynnego
- 2 łyżki sosu sojowego
1. Rozgrzej piekarnik do 220 st. C.
2. Rozdziel kiełbaski, jeśli są połączone, i rozłóż na dużej płytkiej blasze do pieczenia.
3. Dokładnie zmieszaj olej z miodem i sosem sojowym, polej kiełbaski i rękami - albo dwiema łyżkami - starannie wszystko wymieszaj, aż kiełbaski pokryją się lepką glazurą.
4. Zapiekaj kiełbaski przez 25-30 minut; przemieszaj je mniej więcej w połowie pieczenia, jeśli akurat będziesz przechodzić koło piekarnika.Kiełbaski zaplanowałam na imprezę urodzinową mojej córeczki. Piekłam je po raz pierwszy. Długo ich szukałam w sklepie, aż w końcu wybrałam frankfurterki. Pokroiłam je na mniejsze kawałki i polałam glazurą.
Kiełbaski piekły się podczas przyjęcia i tak się złożyło, że ani razu nie przychodziłam akurat koło piekarnika, więc ani razu ich nie przemieszałam. Na szczęście, jak się okazało, nie było to konieczne.
Kiełbaski rozeszły się w oka mgnieniu. Wszyscy je chwalili. Wtajemniczeni w mojego bloga ocenili je na 10 pkt!
Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Nigella ekspresowo".
Hiszpański omlet pochodzi z rozdziału "W biegu" i jest polecany na drugie śniadanie albo piknik. Ja podałam go na szybki obiad.
- 225 g młodych ziemniaków, przekrojonych na połówki
- 4 jajka
- 75 g pokrojonej smażonej/pieczonej papryki ze słoika
- 3 dymki, drobno posiekane
- 75 g tartego sera Manchego albo cheddara
- 1 łyżeczka masła
- odrobina oleju
- sól i pieprz
1.Mocno rozgrzej górną grzałkę piekarnika (grill) w czasie, kiedy będziesz przygotowywać omlet.
2. Gotuj ziemniaki we wrzątku przez 15 minut, aż będą miękkie, i odlej wodę.
3. W misce roztrzep jajka trzepaczką, a następnie dodaj pokrojoną paprykę, dymkę oraz tarty ser i dopraw do smaku solą i pieprzem. Dodaj odparowane ziemniaki.
4. Na małej patelni o grubym dnie i żaroodpornej rączce rozgrzej masło z odrobiną oleju, wlej na nią jajeczną mieszankę i smaż przez 5 minut na niewielkim ogniu.
5. Gdy omlet jest ścięty od dołu nie odwracaj go, tylko wstaw na kilka minut do piekarnika pod gorącą grzałką, żeby ściął się wierzch.
6. Przełóż omlet na talerz i zostaw do ostygnięcia. Nie martw się, jeśli w środku jest jeszcze trochę luźny - "dosmaży" się, zanim ostygnie.
7. Gdy omlet ostygnie, pokrój go na 4 duże albo 8 małych trójkątnych porcji.Omlet przygotowuje się szybko. Składniki są proste. Jako że jest zima i nie pora na młode ziemniaki, więc dodałam to, co jest akurat w sprzedaży.
Omlet jest w porządku, choć pewnie lepiej smakowałby, gdyby stanowił dodatek do jakiegoś mięsa. A tak sam w sobie, jak to mój mąż podsumował, to przecież same ziemniaki w jajku...
Ja aż tak krytyczna nie jestem. Smaku dodaje dymka i papryka.
Ale faktycznie omlet nie zachwyca jak dzisiejsze śniadanie (dwa poprzednie posty). Dlatego przyznaję 6 pkt.
Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Nigella ekspresowo".
Kanapka z łososiem (opis w poprzednim poście) tylko podrażniły żołądek, jak to mawia mój mąż. Musiałam szybko znaleźć coś innego, co byłoby szybkie i łatwe do przygotowania, a jednocześnie pozostawiłoby ostatecznie po całym śniadaniu przyjemne wspomnienie. Poprzeczka została ustawiona wysoko. Kanapka dostała bowiem aż 10 punktów.
Potrzebujesz dwa kawałków białego pieczywa średniej grubości, które cienko smarujesz masłem po obu stronach. Wymieszaj wybrane owoce z odrobiną miodu lub cukru, aby je trochę dosłodzić. Trochę rozgniecionego banana - utrzyma wszystko w całości.
W misce ubij 2 jajka z dodatkiem kilku łyżek cukru pudru i zamocz w nich obydwa kawałki chleba. Poczekaj aż nadmiar słodkiej mieszanki jajecznej spłynie, następnie rozsmaruj owoce na jednym kawałku, pozostawiając wolne miejsce wzdłuż brzegów chleba. Połóż drugi kawałek na wierzch i przygnieć. Jajko pomoże zlepić owoce. Smaż w małej ilości masła na średnio rozgrzanej patelni, z oby stron, naciskając kromki łopatką. Kiedy chleb będzie zarumieniony i trochę chrupiący, posyp go cukrem pudrem i podawaj z odrobiną śmietany polanej resztą mieszanki owocowej.Jak dobrze, że miałam w zamrażalniku trochę jagód. Ten tost jest jak bajka i w dodatku z happy endem. Już od samego patrzenia robi się miło. Pierwszy kęs i od razu poczułam, że dobrze wybrałam. Tost jest przepyszny. A jednocześnie po zjedzeniu go, odczuwa się pewnego rodzaju nasycenie i nie chce się jeść już nic innego. Marzy się tylko o tym, by w ustach pozostał ten bajkowy smak.
Nie było zatem dyskusji, jaką ocenę przyznać. Oczywiście 10 pkt!
Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".
Uwielbiam wędzonego łososia. Pewnie mogłabym go jeść co najmniej kilka razy w tygodniu.
Dlatego bez większego zastanowienia wybrałam właśnie ten przepis Jamiego Olivera.
Wszystko, czego potrzebujesz, to cienko pokrojony chleb pełnoziarnisty lub żytni i zdrowy niehodowlany łosoś - totalny odjazd! Aby zrobić tę doskonałą kanapkę, posmaruj chleb masłem, następnie do łyżki śmietany wciśnij sok z połowy cytryny i dopraw do smaku solą i dużą ilością świeżo zmielonego czarnego pieprzu. Ułóż warstwę łososia na kawałku chleba i posmaruj cytrynową śmietaną, na niej połóż następną warstwę ryby i przykryj wszystko drugim kawałkiem pieczywa. Dla wzmocnienia efektu możesz posypać łososia bardzo drobno startą skórką z cytryny.Jamie miał rację. Kanapka jest wyśmienita. Nic dodać, nic ująć. Podałam ją na śniadanie. Zrobiłam dwie, jedną dla mnie, drugą dla mojego męża. Oczywiście okazało się, że jest to zdecydowanie za mało. Musiałam szybko znaleźć coś jeszcze na śniadanie. O tym będzie w następnym poście.
Kanapka już po pierwszym kęsie zdobyła 10 pkt.!
Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".
Bananowe mufinki robiłam już kilka razy. Jednak ciągle szukałam kawałków toffi w sklepach, aby moje mufinki były dokładnie takie jak na zdjęciu w książce Nigelli. Niestety jedyne co znalazłam to sos toffi, którego ostatecznie nie użyłam ze względu na nieodpowiednią konsystencję.
Składniki na 12 mufinek
- 3 bardzo dojrzałe banany
- 125 ml oleju roślinnego
- 250 g mąki
- 100 g drobnego cukru
- 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 150 g kawałków toffi (albo czekolady)
1. Rozgrzej piekarnik do 200 st. C i wyłóż papilotkami 12 foremek do mufinek.
2. Rozgnieć banany na gładką masę i odstaw na bok.
3. Wlej olej do dzbanka, dodaj jajka i ubij.
4. Wsyp do dużej miski mąkę, cukier, sodę oczyszczoną i proszek do pieczenia, a następnie dodaj mus bananowy.
5. Dodaj kawałki toffi (albo czekolady), wymieszaj i nałóż równe porcje ciasta do przygotowanych foremek - ja robię to łyżką do lodów i łopatką. Piecz 20 minut.Mufinki przygotowuje się wyjątkowo szybko. Darowałam sobie toffi i czekoladę. Zamiast 3 bananów dodałam 4, a i tak nie bardzo potem czuć, że to są babeczki bananowe. Może nie trzeba ich miksować na mus, tylko wystarczy rozdrobnić na małe kawałki. Kiedyś spróbuję.
W porównaniu do mufinków gruszkowo-imbirowych (również według przepisu Nigelli), te wypadają nie co słabiej. Są trochę suche i nie do końca wyczuwa się, że są bananowe.
Następnym razem wprowadzić chyba swoje modyfikacje do tego przepisu, żeby ocena podskoczyła w górę. Tymczasem przyznaję im 7 pkt.
Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Nigella ekspresowo".
Od dawna chciałam zrobić ten deser, ale ciągle brakowało mi jednego składnika. Nigdzie nie znalazłam wodorowinianu potasu. Według przypisu autora to jest sól kwasu winowego, który osadza się w beczkach podczas fermentacji wina. Składnik proszku do pieczenia. Można go kupić w niektórych aptekach.
Najpierw szukałam wodorowinianu w supermarketach, a potem zapytałam w paru aptekach. Za każdym razem sprzedawcy dziwnie na mnie patrzyli i nie wiedzieli, co to jest. Dlatego dałam sobie w końcu z tym spokój. Skoro jest to składnik proszku do pieczenia, to stwierdziłam, że dodam po prostu więcej proszku do pieczenia.
Składniki na 30 bunuelos:
- 60 ml mleka
- 1 jajko
- 150 g mąki
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 1/8 łyżeczki wodorowinianu potasu
- 1 łyżka margaryny roślinnej
- cukier puder
1. Wymieszaj w dzbanku mleko z jajkiem.
2. Wsyp do miski mąkę, proszek do pieczenia i winian potasu, dodaj margarynę i zagnieć ciasto ręcznie albo mikserem, aż osiągnie grudkowatą konsystencję.
3. Dolej do miski mleczno-jajeczną mieszaninę i wymieszaj całość, wyrabiając na gładką masę. Dodaj trochę mąki, jeśli ciasto za bardzo się klei.
4. Wlej olej do rondla na głębokość 2,5 cm i zagrzej na dużym ogniu.
5. Odrywaj od ciasta kawałki wielkości pomidorka koktajlowego i tocz z nich w dłoniach kulki. Wrzucaj je po kolei do oleju i smaż z obu stron na złocisty kolor.
6. Osusz bunuelos na kawałku ręcznika, ułóż na półmisku i oprósz cukrem pudrem, przecierając go łyżeczką przez sitko.
Ciasto mocno się kleiło, dlatego dodałam dodatkowo ok. 40 g mąki. Bunuelos smaży się bardzo szybko. Koniecznie trzeba posypać je potem cukrem pudrem. Wtedy naprawdę nieźle smakują.
Według mnie nie przypominają smakiem pączków, jak sugeruje Nigella. Bunuelos są malutkie, stąd bardziej czuje się chrupiącą skórkę niż puszysty środek.
Faktycznie pasują do kawy. Polecam.
Bunuelos otrzymują 7 pkt.
Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Nigella ekspresowo".
Na trzecie tajskie danie do przetestowanie wybrałam klasyczny ryż smażony. Spodziewałam się czegoś więcej, ale i tak smakowało to lepiej niż gotowany ryż ze zwyczajnie usmażoną piersią z kurczaka.
Składniki na 4-6 porcji:
- tyle długoziarnistego białego ryżu, aby wypełnić miarkę do poziomu 400 ml
- 2 ubite jajka
- 2 łyżeczki oleju sezamowego
- 1/2 łyżeczki soli
- 225 g piersi kurczaka, bez kości i skórki
- 2 łyżki oleju roślinnego
- 2 łyżki grubo posiekanego czosnku
- 1 mała, drobno posiekana cebula
- 1/2 łyżki świeżo mielonego czarnego pieprzu
- 3 łyżki sosu rybnego
- 3 łyżki drobno posiekanej dymki
- 3 łyżki drobno posiekanej świeżej kolendry
- 2 małe, świeże, czerwone lub zielone tajskie chili, bez pestek, posiekane
Do przybrania:
- 1 limonka, pokrojona na trójkątne kawałki
- 4 smażone jajka (niekoniecznie)
1. Ugotować ryż zgodnie z instrukcją przynajmniej 2 godz. przed przyrządzeniem potrawy lub poprzedniego wieczoru. Umieścić ryż na blasze, ostudzić i wstawić do lodówki.
2. Ubić jajka z olejem sezamowym oraz solą i odstawić. Pociąć kurczaka na 1-cm kostki.
3. Rozgrzać na dużym ogniu wok lub sporą patelnię i wlać olej. Kiedy tłuszcz będzie tak gorący, że zacznie dymić, wrzucić czosnek, cebulę oraz czarny pieprz i smażyć 2 min, mieszając. Dodać kurczaka i smażyć jeszcze 2 min, mieszając. Wrzucić zimny ugotowany ryż i smażyć dalsze 3 min, mieszając.
4. Dodać sos rybny, dymkę, kolendrę oraz chili i smażyć 2 min, mieszając.
5. Na końcu wlać mieszaninę jajeczną i smażyć jeszcze przez 1 min. Przełożyć na półmisek, przybrać kawałkami limonki i smażonymi jajkami (niekoniecznie). Podawać od razu.Gdyby nie zdjęcia w książce, pewnie zatrudniłabym stacjonarny mikser do ubijania jajek. Na zdjęciu widać jednak, że ubite jajka to nic innego jak wymieszane jajka, a to wiele zmienia.
Mój ryż trochę się poprzyklejał do reszty składników. Być może dlatego, że nie nabrałam jeszcze wprawy w smażeniu takich dań. Ale poza tym pozostałe przygotowywanie dania było w miarę proste. Zrezygnowałam jedynie ze smażonych jajek do przybrania. Zresztą od początku jakoś nie mogłam sobie wyobrazić tego dania razem ze smażonymi jajkami. Może w Tajlandii tak się właśnie to podaje i je.
Smażony ryż z kurczakiem oceniłam zgodnie razem z mężem na 7 pkt.
Przepis pochodzi z książki Kena Homa "Łatwa kuchnia tajska".
Oto pierwszy przetestowany przeze mnie przepis z książki Jamiego Olivera "Moje obiady".
I moja pierwsza uwaga odnośnie książki. Niektóre przepisy, tak jak ten właśnie na krem z kukurydzy, jest opisany ciągłym tekstem. Stąd na pierwszy rzut oka trudno stwierdzić, jakie produkty będą potrzebne. Nie ukrywam, że taka prezentacja przepisu trochę utrudnia gotowanie. Mogę się tylko domyślać, że ma to swój cel. Trzeba przeczytać od razu cały tekst, żeby sprawdzić, jakie składniki należy przygotować. Być może to ma być rodzaj zachęty do gotowania.
Przypuszczam, że niedługo przyzwyczaję się do nowego przedstawiania przepisów.
Wybierając ten przepis, kierowałam się głównie zdjęciem w książce oraz nazwą dania. Byłam pewna, że będzie to zupa. Dlatego zaplanowałam, że będzie to na pierwsze danie obiadowe. Dopiero w trakcie gotowania oraz czytania przepisu zorientowałam się, że będzie to coś w rodzaju puree, które może zastąpić tradycyjne ziemniaki.
A oto cały przepis:
Najpierw ugotuj 400 g kukurydzy w rondlu z duża grudką masła, wodą (weź tyle, ile zmieści się w kieliszku do wina) i rozkruszonym suszonym chili. Gotuj pod przykryciem na średnim ogniu, aż kukurydza zmięknie. Następnie zmiksuj w robocie kuchennym na gładką masę o konsystencji kremu. Można teraz dodać kwaśnej śmietany, ale niekoniecznie - będzie ci smakować też bez niej. Przypraw krem do smaku solą i pieprzem i podawaj na dużym talerzu posypany listkami mięty i skórką otartą z pomarańczy.
Przyzwyczaiłam się, że w przepisie jest dokładnie podana ilość gramów poszczególnych składników. A tu jest mowa o grudce masła. Hmm... ile to jest? Dodałam na oko coś ok. pół łyżki.
Zamiast skórki pomarańczy dodałam skórkę mandarynki.
Krem podany na ciepło oceniam na 8 pkt. Raczej nie polecam kremu na zimno. Nie wiem, czy wtedy zasłużyłby nawet na połowę punktów.
Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".
Jako drugi przepis do przetestowania z książki "Łatwa kuchnia tajska" wybrałam smażonego kurczaka z chili i bazylią.
Składniki na 4 porcje:
- 450 g udek kurczaka, bez kości i skórki
- 2 łyżki oleju roślinnego
- 3 łyżki szalotki w cienkich plasterkach
- 3 łyżki grubo posiekanego czosnku
- 3 świeże czerwone lub zielone tajskie chili bez pestek, pocięte na paseczki
- 2 łyżki sosu rybnego
- 2 łyżeczki ciemnego sosu sojowego
- 2 łyżeczki cukru
- duża garść liści tajskiej lub zwyczajnej bazylii
1. Pokroić kurczaka na kawałki długości 2,5 cm. Rozgrzać wok lub dużą patelnię. Kiedy naczynie będzie bardzo gorące, wlać 1 łyżkę oleju. Do gorącego tłuszczu wrzucić kawałki kurczaka i smażyć na dużym ogniu 8 min, mieszając, aż zbrązowieją. Wyjąć mięso z woka cedzakową łyżką i włożyć do durszlaka.
2. Rozgrzać ponownie wok i dodać resztę oleju. Wrzucić szalotkę oraz czosnek i smażyć 3 min, mieszając, aż zbrązowieją.
3. Włożyć mięso z powrotem do woka i dodać chili, sos rybny, ciemny sos sojowy oraz cukier. Smażyć 8 min na dużym ogniu, mieszając, aż kurczak będzie gotowy. Dodać liście bazylii i podawać od razu.
Według mnie podane wyżej składniki wystarczyły tylko na dwie zwykłe porcje obiadowe. Do smażonego kurczaka ugotowałam długoziarnisty ryż. Bardzo to razem pasowało.
Po raz pierwszy kupiłam i użyłam szalotki. To takie małe cebulki w kolorze fioletowo-brązowym. Mają jednak tą przewagę nad zwykłą cebulą, że podczas krojenia nie chce się od razu płakać, jak zwykle dzieje się podczas krojenia cebuli.
Za woreczek 10 szalotek zapłaciłam ok. 4 zł. Czyli całkiem sporo jak na warzywo.
Zamiast tajskich chili użyłam zwykłe chili. I znowu się zapomniałam... Wyjmując palcami pestki chili, dotknęłam na chwilę ust. Ależ mnie piekło. Dopiero lód pomógł.
Kurczak okazał się pyszny. Nie został nawet najmniejszy ślad po nim. Pozostało za to bardzo miłe wspomnienie smakowe. Kurczaka oceniam na 10 pkt!
Przepis pochodzi z książki Kena Homa "Łatwa kuchnia tajska".