niedziela, 30 stycznia 2011

Zielone curry z kurczaka

Dziś na obiad przygotowałam kolejne curry według przepisu z kuchni tajskiej. Chyba powoli zaczynam odczuwać przesyt tajskich dań...

Dla 4 osób:
  • 450 g udek kurczaka, bez kości i skóry
  • 2 łodygi świeżej trawy cytrynowej
  • 1 1/2 łyżki oleju roślinnego
  • 2-3 łyżki zielonej tajskiej pasty curry
  • 3 łyżki szalotki w cienkich plasterkach
  • 3 łyżki grubo posiekanego czosnku
  • 1 łyżka drobno posiekanego korzenia galangalu lub imbiru
  • 4 liście kaffiru lub 2 łyżeczki pokrojonej na paseczki skórki limonki
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 2 łyżeczki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 225 g małych bakłażanów w całości lub zwyczajnych bakłażanów pokrojonych na kawałki długości 2,5 cm
  • 400 ml mleczka kokosowego z puszki
  • 3 łyżki wody
  • mała garść świeżych liści kolendry
  • duża garść świeżych liści tajskiej lub zwyczajnej bazylii
Czas przygotowania: 15 min
Gotowanie: 20 min
1. Pokroić kurczaka na kawałki długości 2,5 cm. Usunąć zewnętrzne części łodyg trawy cytrynowej, zostawiając miękkie, białe części. Posiekać je drobno.
2. Rozgrzać wok lub dużą patelnię. Kiedy naczynie będzie bardzo gorące, włożyć do niego pastę curry i smażyć 2 min, mieszając. Wrzucić kurczaka i mieszać, aż mięso będzie całkowicie pokryte pastą.
3. Dodać trawę cytrynową, szalotkę, czosnek, galangal lub imbir, liście kaffiru lub skórkę limonki, sos rybny, cukier oraz sól i smażyć jeszcze 1 min, mieszając.
4. Wrzucić bakłażany i wlać mleko kokosowe oraz wodę. Zmniejszyć ogień i dusić 15 min, aż kurczak będzie gotowy. Dodać kolendrę oraz liście bazylii, zamieszać dokładnie i podawać od razu.


To curry, podobnie jak poprzednie, ma w sobie pewne składniki typowe dla kuchni tajskiej. Mleczko kokosowe, liście kaffiru, galangal... Tych dwóch ostatnich nigdzie dotąd nie znalazłam, więc używam zamienników, tj. skórkę limonki oraz świeży imbir.
Po tym curry stwierdzam, że raczej wolę czerwone niż zielone curry.
Nie do końca pasował mi tutaj bakłażan. Choć nie jest to wprost napisane w przepisie, to jednak widać na zdjęciu, że nie jest to taki tradycyjny bakłażan, który ma czarną skórkę z wierzchu. W Tajlandii występuje kilka rodzajów bakłażana. Niektóre z nich przypominają wielkie strąki zielonego groszku. I właśnie takie musiały być użyte w tym przepisie. Na zdjęciu bakłażan wygląda jak zielony groszek, tyle że jest znacznie większy od tradycyjnego groszku.
Curry podałam z ryżem. Jest bardzo egzotyczne. Zawdzięcza to głównie świeżemu imbirowi i skórce limonki.
Danie jest smaczne, choć dla kogoś, kto przetestował już kilka rodzajów curry, nie robi już takiego wrażenia. Przyznaję 8 pkt.


Przepis pochodzi z książki Kena Homa "Łatwa kuchnia tajska".

Frittata z mortadelą i mozzarellą

Poszukując nowych pomysłów na śniadanie w najnowszej książce Nigelli natknęłam się na ten przepis. Choć został umieszczony w rozdziale "Co podać na podwieczorek? Kuchenne rozterki", uważam, że jest to świetne danie na śniadanie.

4-8 porcji:
  • 6 jaj
  • 125 g mortaldeli, posiekanej
  • 125 g świeżej mozzarelli w kulce, posiekanej
  • 1 łyżka posiekanej natki pietruszki plus trochę do posypania
  • 1 łyżka świeżo utartego sera Parmezan
  • płatki soli morskiej i pieprz do smaku
  • 1 łyżka (15 g) masła
  • odrobina oliwy czosnkowej
1. Włącz grill w piekarniku, żeby się nagrzał. W misce ubij jajka, po czym dodaj pokrojoną w paski lub w kostkę mortadelę i mozzarellę.
2. Wsyp do masy jajecznej łyżkę natki, parmezan, sól i pieprz, pamiętając o tym, że zarówno mortadela, jak i parmezan same są już lekko słone.
3. Rozgrzej masło i olej na patelni (z ognioodporną rączką) lub żeliwnym płytkim rondlu o średnicy ok. 25 cm, a kiedy tłuszcz będzie gorący i pienisty, wlej omletową mieszankę.
4. Smaż ok. 5 minut na małym ogniu, nie mieszając, aż frittata się zetnie od spodu i zezłoci.
5. Przenieś patelnię do rozgrzanego grilla (ustawiając rączkę poza ogniem) i smaż frittatę, dopóki się nie zetnie z wierzchu.
6. Odstaw patelnię na dwie minuty, po czym za pomocą noża lub szpatułki oddziel brzegi frittaty i zsuń ją na deskę lub talerz. Podziel na 8 trójkątów tak jak tort, posyp resztką natki i podawaj z zieloną fasolką szparagową lub sałatą.


Nigdy nie przepadałam za mortadelą. Już na samo słowo, zaciskałam się wewnętrznie i mocno zamykałam usta, żeby czasem nie wpadła mi przypadkowo do ust. Stwierdziłam, że pora się z nią zmierzyć. Mortadela pojawia się w kilku przepisach Nigelli. Skoro ona ją stosuje, to pewnie wcale nie jest taka niesmaczna, jak zwykłam uważać.
W tym przepisie mortadella jest lekko przypieczona i do tego jest zanurzona w masie jajecznej, tak więc bezpośrednio jej smaku się nie odczuwa.
Jeśli chodzi o pozostałe składniki, to nie miałam już żadnych zahamowań, żeby je dodać do frittaty.
Już sam widok upieczonej frittaty bardzo pozytywnie mnie do niej nastawił. I do tego jak smakowała! Nigella miała rację, pisząc, że nie należy tego za dużo solić, bo już sam parmezan i mortadela są dość słone.
Podane składniki miały starczyć na 4 do 8 porcji. Moja frittata zaspokoiła głód tylko dwóch osób. Była naprawdę niezła! 9 pkt.

Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Kuchnia. Przepisy z serca domu".

sobota, 29 stycznia 2011

Farfalle w sosie carbonara z zielonym groszkiem

Kolejny przepis na makaron z książki Jamiego Olivera. I znowu się nie zawiodłam :).

Na 4 porcje:
  • 500 g makaronu farfalle (kokardki)
  • 1 jajko
  • 100 ml śmietany kremówki
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • 12 plasterków pancetty lub wędzonego boczku, pokrojonych na kawałki
  • 3 garście świeżo wyłuskanego lub mrożonego groszku
  • listki oberwane z 2 gałązek świeżej mięty
  • 2 garście świeżego startego parmezanu
Najpierw w dużym garnku doprowadź do wrzenia osoloną wodę, włóż farfalle i ugotuj zgodnie z instrukcją na opakowaniu. W miseczce ubij jajko ze śmietanę, solą i pieprzem. W innym garnku usmaż pancettę lub boczek na złocisty kolor, aż stanie się chrupiący.

Kiedy makaron będzie już gotowy, na ostatnie półtorej minuty wrzuć do niego groszek. W ten sposób będzie pękał dopiero w ustach i będzie cudowny słodki smak. Po ugotowaniu odlej farfalle, pozostawiając trochę wody z gotowania. Włóż makaron do garnka z boczkiem i wmieszaj większość drobno pokrojonych listków mięty - jeżeli garnek jest zbyt mały, wymieszaj wszystko w dużej ogrzanej misce.

Teraz połącz makaron z jajkiem ubitym ze śmietaną. Trzeba to zrobić, kiedy makaron jest jeszcze gorący. W ten sposób jajko się zetnie, ale nie będzie przypominało jajecznicy. Pod wpływem ciepła makaronu utworzy delikatny gładki sos. Wymieszaj go, i jeżeli trzeba, dodaj trochę wody z gotowania, aby nie był zbyt gęsty. Dopraw solą i pieprzem, posyp parmezanem i pozostałymi listkami mięty i podawaj jak najszybciej.

Wow, to było naprawdę pyszne! Nie sądziłam, że wyjdzie tak dobrze. Użyłam wędzony boczek. Smażyłam go tak długo, aż wytopiło się z niego większość tłuszczu i stał się chrupiący. Sos też mi wyszedł. Nie było na szczęście jajecznicy z makaronem ;).
Wahałam się między 9 a 10 punktów, gdybym mogła przyznałabym 9,5 pkt. Ostatecznie po długim zastanowieniu przyznaję 9 pkt.


Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".

niedziela, 23 stycznia 2011

Placek z jabłkami (szarlotka)

Szarlotka to moje ulubione ciasto. Uwielbiam niemal każdą jej odmianę. A najbardziej taką, gdzie jest dużo jabłek.
Poniższy przepis zapowiadał się na 10 pkt... skończyło się jednak trochę inaczej.

Na 6 porcji

Ciasto:
  • 225 g mąki
  • 140 g masła
  • 85 g cukru pudru
  • skórka starta z 1 cytryny
  • 2 żółtka
Na nadzienie
  • mały kawałek masła
  • mąka do oprószenia
  • 1 duże jabłko do pieczenia, np. odmiana Bramley
  • 4 jabłka deserowe, np. Cox lub Braeburn
  • 3 łyżki brązowego cukru, najlepiej demerara
  • skórka z 1/2 cytryny
  • 1/2 łyżeczki zmielonego imbiru
  • garść sułtanek lub rodzynek
  • 1 żółtko wymieszane z odrobiną mleka
Rozgrzej piekarnik do temp. 150 st. C. Do robota kuchennego wsyp mąkę, masło, cukier puder, skórkę z cytryny, dodaj żółtka i odrobinę wody i wyrób ciasto. Posmaruj masłem metalową formę do pieczenia o średnicy 20 cm.

Podziel ciasto na pół. Jedną część rozwałkuj na blacie posypanym mąką na grubość 0,5 cm. Przenieś placek do metalowej formy i delikatnie rozsuń na boki. Nie przejmuj się, jeśli się rozerwie czy popęka - posklejaj tak, żeby ładnie wyglądało. Włóż formę i drugą połowę ciasta do lodówki i obierz jabłka. Jabłka odmiany Bramley pokrój na ćwiartki, a deserowe - na ósemki. Wrzuć je do małego garnka razem z cukrem, skórką z cytryny, imbirem, sułtankami lub rodzynkami i wlej łyżkę wody. Gotuj na wolnym ogniu 5 minut lub do miękkości. Zdejmij z palnika i ostudź.

Wyjmij foremkę i drugą połówkę ciasta z lodówki i wyłóż masę jabłkową na placek w blasze. Posmaruj jego brzeg jajkiem i rozwałkuj drugą porcję ciasta. Rozciągnij je i przykryj nim jabłka, mocno ściskając brzeg palcami i kciukiem. Nadmiar ciasta oderwij. Posmaruj wierzch jajkiem, zrób kilka nakłuć i piecz w piekarniku przez 45 do 50 minut. Kawałki placka wyjmujemy łyżką i podajemy z kremem lub śmietaną.


Chyba nie słyszałam wcześniej o jabłkach odmiany Bramley, Cox czy też Braeburn. Do ciasta użyłam te jabłka, które akurat miałam w domu, czyli Gloster i Cortland.
5 minut na gotowanie jabłek do zdecydowanie za mało, aby stały się miękkie. Może inne odmiany potrzebują mniej czasu, ale moje jabłka i po 10 minutach nie były jeszcze wystarczająco miękkie.
Mam też zastrzeżenia co do podanego czasu pieczenia. Po 50 minutach ciasto na wierzchu ciągle było jeszcze surowe. Ostatecznie piekłam je ok. 1:15. Ale skoro to szarlotka, to stwierdziłam, że choć nie mogę się jej już doczekać, to jednak poczekam te kilka minut dłużej, aby potem objadać się nią po uszy.
No cóż, było trochę inaczej. Placek wcale mnie nie zachwycił. Miałam wrażenie, że ciasto z wierzchu było jakieś niedopieczone. Z kolei ciasto na dnie formy prawie zniknęło. Tak jakby się rozpuściło. Całe szczęście że nadzienie pozostało i smakowało najlepiej z wszystkiego. Następnym razem wprowadzę może jakieś swoje modyfikacje. Ciężko jest mi się pogodzić z myślą, że szarlotka może nie zachwycać. Tym razem nie mogę dać jej 10 punktów. Przyznaję za to 8 pkt.

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".

Makaron kobiety pracującej

Zachęciła mnie nazwa tego przepisu. Ten makaron do mnie pasuje :).

Na 4 porcje:
  • garść świeżej bazylii
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • skórka starta i sok wyciśnięty z 1 cytryny
  • oliwa
  • 2 filety z tuńczyka (2 x 225 g), pokrojone na kawałki wielkości jednego kęsa lub 2 puszki tuńczyka w oleju, odsączonego
  • 400 g makaronu penne (rurki) albo spagetti
  • 8 filetów anchois
  • 2 garście kaparów (z zalewy)
  • 2 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
  • garść czarnych oliwek bez pestek, posiekanych
  • 1-3 małych suszonych papryczek chili, pokruszonych lub 1 świeża czerwona papryczka chili wypestkowana i drobno pokrojona
  • 2 garście naprawdę dojrzałych pomidorów, drobno pokrojonych
  • dowolnie: kieliszek białego widna
  • garść świeżej natki pietruszki, drobno posiekanej
Zgnieć bazylię na papkę ze szczyptą soli i pieprzu. Dodaj skórkę i sok z 1 cytryny i 2-3 łyżki oliwy z oliwek. Wszystko dokładnie wymieszaj i albo tym natrzyj pokrojonego na kawałki świeżego tuńczyka, albo połącz z rozdrobnionym z puszki, a następnie pozostaw rybę na jakiś czas w tej marynacie.

W dużym garnku doprowadź do wrzenia osoloną wodę i ugotuj makaron zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Gdy tylko wstawisz makaron, wlej na dużą patelnię 4-5 łyżek oliwy i postaw patelnię na ogniu. Kiedy się rozgrzeje, włóż filety anchois i podsmaż do miękkości. Dodaj teraz czosnek, kapary, oliwki i chili i mieszając smaż dalej przez kilka minut. Jeżeli używasz świeżego tuńczyka, włóż go na patelnię razem z marynatą i obsmaż po obu stronach. Teraz dodaj pomidory i kieliszek białego wina. Jeżeli używasz tuńczyka z puszki, włóż go na patelnię razem z pomidorami. Zagotuj, a następnie przez 5 minut duś na wolnym ogniu, mieszając regularnie łyżką i rozdrabniając tuńczyka na coraz mniejsze kawałki. Uważaj, żeby nie gotować ryby zbyt długo, bo stanie się twarda. Przypraw solą i pieprzem.

Makaron powinien odcedź na durszlaku, pozostawiając trochę wody z gotowania. Połącz go z gorącym sosem z tuńczyka, dołóż natkę i wszystko dobrze wymieszaj. Być może, aby rozrzedzić sos, będziesz potrzebować jeszcze trochę oliwy i łyżkę wody, w której gotował się makaron.

Do przepisu wykorzystałam dwie puszki tuńczyka w oleju. Świeży tuńczyk kosztuje majątek i do tego ciężko go kupić. Filety anchois też nie należą do tanich, ale kupiłam możliwie najmniejszą puszkę.
Makaron okazał się mocno pikantny. To zasługa papryczki chili. Miał też lekko kwaskowy smak. A to z kolei zasługa soku z cytryny. Całość tworzyła jednak naprawdę niezły smak.
Danie przygotowuje się stosunkowo szybko. To niezłe danie, kiedy mamy niewiele czasu, a jednocześnie potrzebujemy przygotować coś bezmięsnego. Polecam. Makaron otrzymuje 9 pkt.

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".

sobota, 22 stycznia 2011

Zupa z mlekiem kokosowym i kurczakiem

Kiedy dostałam w prezencie książkę "Łatwa kuchnia tajska" Kena Homa, otrzymałam jednocześnie informację, że zupa z mlekiem kokosowym i kurczakiem to jest tradycyjna tajska zupa i że jest niesamowita w smaku. Postanowiłam dzisiaj to sprawdzić.

Składniki na 4 osoby:
  • 2 łodygi świeżej trawy cytrynowej
  • 1,5 l bulionu drobiowego domowej roboty lub bulionu dobrej jakości ze sklepu
  • 2 łyżki grubo posiekanego świeżego korzenia galangalu lub imbiru
  • 6 liści kaffiru lub 2 łyżki grubo posiekanej skórki limonki
  • 6 łyżek szalotki w cienkich plasterkach
  • 225 g udek kurczaka, bez kości i skórki
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 4 łyżki soku z limonki
  • 2 świeże, czerwone lub zielone tajskie chili bez pestek, pokrojone na cienki paseczki
  • 1 łyżka cukru
  • 400 ml mleka kokosowego z puszki
  • garść świeżych liści tajskiej lub zwyczajnej bazylii
Czas przygotowania: 10 min.
Gotowanie: 1 1/4 godz.

1. Usunąć zewnętrzne części łodyg trawy cytrynowej, zostawiając miękkie, białe części. Pociąć je na kawałki długości 7,5 cm i rozgnieść ciężkim nożem.
2. Do dużego garnka wlać bulion. Dodać trawę cytrynową, galangal lub imbir, liście kaffiru lub skórkę limonki i połowę szalotki. Zagotować bulion, następnie zmniejszyć ogień, przykryć i gotować godzinę na wolnym ogniu. Przecedzić zupę prze sitko. Usunąć trawę cytrynową, galangal, liście kaffiru oraz szalotkę i wlać bulion z powrotem do garnka.
3. Pokroić kurczaka na kawałki długości 2,5 cm i wrzucić je do zupy razem z sosem rybnym, sokiem z limonki, chili, cukrem, mlekiem kokosowym i resztą szalotki.
4. Zagotować bulion, zmniejszyć ogień i gotować zupę 8 min. na wolnym ogniu. Przelać ją do dużej wazy, przybrać liśćmi bazylii i podawać od razu.

Jeśli chodzi o składniki, to najtrudniej było znaleźć trawę cytrynową. Ostatecznie świeżą trawę cytrynową znalazłam w Auchan. Galangal zastąpiłam imbirem, a liście kaffiru tradycyjną bazylią.
Zastanawiam się, czy właśnie nie z powodu tych zamienników zupa w smaku nie była aż tak dobra, jak mogłam się tego spodziewać. Słyszałam o tym daniu sporo dobrych opinii. Nastawiałam się więc na co najmniej 9 pkt, a może i 10. Tymczasem zupa była mało treściwa. Sam kurczak to za mało. Podałam do zupy bułkę, ale w dalszym ciągu czegoś brakowało. Następnego dnia ugotowałam makaron i dodałam do zupy. Nadal odczuwałam pewien niedosyt.
Ostatecznie zupę oceniam na 8 pkt.


Przepis pochodzi z książki Kena Homa "Łatwa kuchnia tajska".

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Sałatka z dyni piżmowej, rukoli i orzeszków piniowych

Oto drugi przepis przetestowany z najnowszej książki Nigelli "Kuchnia. Przepisy z serca domu".
  • 1 dynia piżmowa, ok. 1 kg
  • 1 łyżeczka soli morskiej w płatkach albo 1/2 łyżeczki miałkiej soli
  • 1 łyżeczka mielonej kurkumy
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • 2 łyżki tłoczonego na zimno oleju rzepakowego albo oliwy i dodatkowo 2 łyżki do dressingu
  • 50 g złotych sułtanek
  • 60 ml wody, zagotowanej, prosto z czajnika
  • 1 łyżeczka octu sherry
  • 100 g liści rukoli i innych sałat
  • 50 g orzeszków piniowych, prażonych
1. Nagrzej piekarnik do 200 st. C. Nie zawracaj sobie głowy obieraniem dyni, przekrój ją tylko wzdłuż na pół i oczyść z pestek, po czym przekrój na plastry o grubości 1,5 cm, a następnie każdy z nich na cztery części.
2. Pokrojoną dynię włóż do miski, dodaj sól, przyprawy i 2 łyżki stołowe oleju, następnie wymieszaj wszystko i włóż na blachę do pieczenia (wyłożoną silikonową podkładką lub folią aluminiową). Nie płucz jeszcze miski.
3. Piecz dynię przez 30-40 minut. Po upływie pół godziny sprawdź, czy się upiekła, wbijając widelec w kilka kawałków - niektóre pieką się szybciej, inne wolniej.
4. Do miski z resztką przypraw wsyp rodzynki i zalej je wrzątkiem z czajnika. Kiedy wystygną, wlej do nich ocet i pozostałe dwie łyżki oleju. Starannie wymieszaj.
5. Na wielkim półmisku albo w misce ułóż połowę liści sałaty i wysyp na nie kostki upieczonej dyni. Dodaj pozostałą sałatę i posyp uprażonymi orzeszkami piniowymi. Wyskrob z miski rodzynkowy dressing i polej nim całą sałatkę. Przed podaniem delikatnie potrząśnij miską kilka razy.

Moja dobra koleżanka kupiła mi dynię. Nie sądziłam wcześniej, że można ją kupić o tej porze roku.
Nigella miała rację, żeby nałożyć rękawiczki CSI do krojenia dyni. Świeża dynia nie farbuje rąk aż tak bardzo jak upieczona. Krótki kontakt palców z upieczoną dynią i już można mnie było zakwalifikować do grona stałych palaczy. To niesamowite jak szybko farbuje na żółto.
Sałatka należy do tych wykwintnych. Zawdzięcza to prażonym orzeszkom piniowym, które niestety nie należą do tych najtańszych. Za 75 g orzeszków zapłaciłam 19 zł! Lepiej zatem nie przeliczać, ile kosztowałby kilogram...
W smaku sałatka jest dość delikatna, a przy tym nie co słodka dzięki sułtankom. Podałam ją na pierwsze danie obiadowe jako przystawka przez daniem głównym. Dobrze się komponowała. Przyznaję 8 pkt.

Przepis pochodzi z książki Nigelli Lawson "Kuchnia. Przepisy z serca domu".

niedziela, 9 stycznia 2011

Goujon z kurczaka z makaronem

Ciekawa nazwa i w miarę proste składniki. To mnie głównie skusiło, żeby przetestować ten przepis na dzisiejszy obiad.

Na 1 porcję:
  • 115 g makaronu jajecznego
  • 2 łyżki oleju
  • 1 pierś wiejskiego kurczaka, pokrojona na paski o szerokości 2,5 cm
  • kawałek świeżego imbiru wielkości kciuka, obranego i pokrojonego na cienkie plasterki
  • 1 świeża czerwona papryczka chili, bez pestek i drobno pokrojona
  • 1 łyżeczka przyprawy Pięć smaków
  • 3 dymki, drobno pokrojone
  • odrobina sosu sojowego
  • 1 łyżka płynnego miodu
  • garść kolendry, grubo posiekanej
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • 1/2 cytryny
Czas: 4 min. 41 s.
Makaron wrzuć do garnka z wrzącą wodą i ugotuj według przepisu na opakowaniu - powinno wystarczyć kilka minut. Podczas gdy makaron się gotuje, mocno rozgrzej patelnię i wlej olej. Włóż paski kurczaka, imbir i chili. Wszystko wymieszaj i dodaj przyprawę Pięć smaków. Gdy kurczak się zarumieni, dodaj dymkę, sos sojowy i miód. Odcedź makaron, dodaj go razem z kolendrą do kurczaka. Dopraw do smaku, skrop cytryną i natychmiast poda.

Nie mierzyłam czasu, ale faktycznie danie robi się szybko. Nie miałam niestety świeżej kolendry, więc zastąpiłam ją natką pietruszki. Danie jest delikatnie słodkie i mocno aromatyczne dzięki przyprawie Pięć smaków i świeżemu imbirowi. Pięknie się prezentuje w głębokim talerzu, takim jak zwykle podaje się makarony w restauracjach. Goujon otrzymuje 8 pkt.

Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".

Omlet z chorizo i pomidorem

Dziś na śniadanie przetestowałam coś, co zostało zaliczone do rozdziału "Cudeńka w 5 minut". Przy omlecie został podany czas przygotowania - 4 min. 48 s. Cóż za dokładność!

Na 1 porcję:
  • oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia
  • 1 mała hiszpańska kiełbasa chorizo, pokrojona w grube plastry
  • 1 dojrzały pomidor, bez pestek i pokrojony w plastry
  • 2 gałązki świeżego majeranku lub pietruszki
  • 3 jajka z fermy ekologicznej
  • 1/2 świeżej czerwonej papryczki chili, pokrojonej w plasterki
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • 1 szczypiorem, drobno pokrojony
Na małej patelni rozgrzej trochę oliwy, wrzuć chorizo i smaż przez minutę, potem dodaj pomidora i majeranek lub pietruszkę. Ubij jajka w małej misce, dodaj chili, dopraw solą i pieprzem i wlej na patelnię do kiełbasy i pomidora. Widelcem delikatnie rozprowadź jajka na patelni i wrzuć szczypiorek. Smaż aż jajka się zetną. Ten pyszny omlecik dobrze komponuje się z rukolą skropioną oliwą.

Nie mierzyłam czasu, ale razem z przygotowywaniem składników, w tym krojeniem, z pewnością zajęło mi to więcej niż 5 minut. Pewnie ekspresowe przygotowywanie składników to kwestia wprawy.
Najtrudniej było kupić hiszpańską kiełbasę chorizo. Zwykle sprzedaje się w polskich marketach grubą kiełbasę o dużej średnicy. Na szczęście w Almie była również paczkowana o średnicy 6 cm. Nie idealna, ale zbliżona do tej na zdjęciu w książce Olivera. Kiełbasa nazywała się Chorizo Vela Extra i kosztowała 8 zł (100 g). Drogo. Ale za to omlet wyszedł pyszny i nie muszę chyba dodawać, że nie raz go jeszcze przygotuję. 10 pkt.!


Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".

sobota, 8 stycznia 2011

Nadzwyczajna zupa cebulowa

Pierwszy raz w życiu gotowałam dzisiaj zupę cebulową!

Składniki na 4 porcje:
  • 1,1 kg cebuli, obranej pokrojonej w plasterki
  • garść świeżo oberwanych listków tymianku
  • 6 ząbków czosnku, obranych i pokrojonych w cienkie plasterki
  • 1 liść laurowy
  • oliwa
  • 1 duża grudka masła
  • 1,3 l bulionu (wołowego, z kurczaka lub warzywnego)
  • sól morska i świeżo zmielony czarny pieprz
  • 1 bagietka lub ciabatta
  • 115 g sera gruyere lub innego dającego się stopić
W garnku o grubym dnie z powłoką teflonową wolno przesmaż cebulę z tymiankiem, czosnkiem i liściem laurowym na sporej ilości oliwy i grude masła. Przykryj pokrywą i podduś wszystko razem na wolnym ogniu przez mniej więcej 15 minut, tak aby cebula się nie zarumieniła, mieszając od czasu do czasu, żeby nie przywarła do dna. Im wolniej uda się dusić składniki, tym lepiej. Następnie zdejmij pokrywkę, zwiększ ogień i zarumień cebulę na jasnozłoty kolor. Stanie się ona słodsza, a smak osiągnie prawdziwą głębię. Dolej bulion, zmniejsz płomień i znów gotuj na wolnym ogniu przez 20 minut. Możesz zebrać tłuszcz, ale ja uważam, że dodaje on smaku.
Przypraw odpowiednio solą i pieprzem. Kiedy już zupa smakuje doskonale, wlej ją do miseczek, po czym ustaw na blasze do pieczenia. Bułkę najlepiej jest porwać na kawałki, a nie pokroić na piękne, gładkie kromki. Wygląda to dużo ładniej i bardziej po wiejsku, kiedy są nierówne. W każdej miseczce połóż teraz na powierzchni zupy kawałek bagietki lub ciabatty, skrop oliwą i na wierzchu umieść ser gruyere. Aby bułkę lekko opiec, a ser rozpuścić, blachę wsuń do piekarnika rozgrzanego wcześniej do średniej temperatury lub ustaw pod grillem (uważaj, żeby miseczki nie popękały, a pieczywo się nie spaliło).

Kupiłam ponad kilogram cebuli. Planowałam ugotować zupę ze składników w takich ilościach, jakie podane są wyżej. Krojąc cebulę szybko jednak zmieniłam plany. Miałam pokrojoną 1/3 cebuli, kiedy łzy leciały mi już jak groch. Dlatego zdecydowałam, że ugotuję zupę z połowy składników. Jakoś udało mi się ostatecznie pokroić 550 g cebuli. Reszta była już banalnie prosta. Nie miałam niestety w domu świeżego tymianku, więc dodałam suszony. A ser gruyere zastąpiłam cheddarem.
Być może na zdjęciu zupa nie wygląda zbyt zachęcająco.
Brak w niej żywych kolorów, stąd też nie należy raczej do wdzięcznych obiektów do fotografowania. Za to smakuje wybornie. Jest bardzo rozgrzewająca. Idealna na zimowe dni. Choć zaplanowałam na dzisiaj również drugie danie obiadowe, to musiałam je przełożyć na następny dzień. Zupa cebulowa spokojnie posłużyła jako cały obiad.
Zupa otrzymuje 8 pkt.


Przepis pochodzi z książki Jamie Oliver 'Moje obiady".